wysłany przez Administrator w dniu 6-07-2012

 

Po mistrzostwach Euro 2012 piosenki „Endless summer”, która stała się hymnem turnieju, w wydaniu niejakiej Oceany, chyba nikomu już nie trzeba przedstawiać. Po tym jak nasze orły po walecznym meczu z Czechami nie wyszły z grupy (bo gospodarzom przecież nie wypada wychodzić z imprezy) i związanej z tym wydarzeniem „fali dymisji” w PZPN, utwór „wieczne lato” doczekał się swojego adresata, którym został nikt inny jak sam prezes Lato.  Nie o prezesie jednak jest ten post, a o samej piosence, a konkretnie o ciekawym zjawisku językowym, które często możemy zaobserwować w anglojęzycznych piosenkach.

Na początek proponuję się przyjrzeć pierwszej zwrotce piosenki „endless summer”:

Moving up, moving down,
Keep on turning up the sound
We gon' party in the sun
Catch the feeling have some fun
Moving up, moving down,
Let your love shine all around
You gon' be my number one
Make my heart beat like a drum

Nie trzeba być wybitnym filologiem, żeby zauważyć, że w trzecim i siódmym wierszu pojawiają się błędy gramatyczne: We gon' party i You gon' be. Gdybyśmy chcieli użyć kolokwialnych zwrotów angielskich, które są dopuszczalne gramatycznie powiedzielibyśmy We’re gonna party i You’re gonna be (w poprawnej angielszczyźnie: We are going to party i You are going to be). Skąd zatem tego typu błędy? Nie wynikają one na pewno z niemieckiego pochodzenia wokalistki, ale ze zjawiska artystycznego zwanego licentia poetica oznaczające wolność twórczą, artystyczną. W piosenkach angielskich przejawia się najczęściej w postaci stosowania niespotykanej lub nawet błędnej formy odmiany danego słowa tak, aby zachować rytm bądź rym. Tym sposobem w wierszu „We gon' party in the sun” mamy 7 sylab zamiast 10 jak w „We are going to partyi wszystko idealnie wkomponowuje się rytmikę zwrotki. Podobnego typu sytuacje znajdziecie w setkach waszych ulubionych utworów, choć może nawet nie zwróciliście na to zjawisko uwagi. Jednym ze sztandarowych przykładów jest choćby sławne „We don’t need no education” grupy Pink Floyd, gdzie poprawną formą z uwagi na brak podwójnego zaprzeczenia w języku angielskim byłoby oczywiście „We don’t need any education” – ale to w końcu o jedną sylabę za dużo.

Zatem pamiętajcie, że kiedy następnym razem w piosence usłyszycie użycie słowa, czasu gramatycznego czy zwrotu angielskiego za który wasz nauczyciel was karcił, najprawdopodobniej będzie to licentia poetica.




wysłany przez Administrator w dniu 21-06-2012

idiomy angielskie sport

 

Czerwiec to czas kiedy częściej niż zwykle rozmawiamy o futbolu. Nie tylko dlatego, że trwa Euro 2012, ale że jako współgospodarze żyjemy na co dzień atmosferą turnieju. Jedna z teorii językoznawczych mówi, że nasza codzienność również znajduje swoje odzwierciedlenie w języku. Prezentujemy wam zatem dzisiaj  kilka modnych zwrotów, którymi możecie „odpicować” swój angielski w prawdziwie sportowym stylu i wprawić w kompleksy niejednego Anglika.

 

1.       to move the goalposts - to make unfair changes without warning  

Hey, that's unfair, you shouldn't change rules while playing, don't move the goal posts!

2.       to beat someone to the punch - to make the first decisive move in a situation

I planned to go to China and write about it, but George beat me to the punch.

3.       the rub of the green - to be lucky especially in a sport or hobby played on a green surface.

He broke his leg during the last semi-final, he apparently didn't have the rub of the green.

4.       to keep your eye on the ball - to remain alert

We can't leave it simmering, we have to keep our eyes on the ball.

5.       a whole new ball game - a completely different situation, often one which is difficult or which you know little about.

I knew everything about China, but Japan was a whole new ball game.

6.       to kick off - to start trouble or fight

I felt the fight was just about to kick off.

 

Tagi: idiomy angielskie, idiomy sport | | Komentarze (0) Ostatnia aktualizacja: 21-06-2012



wysłany przez Administrator w dniu 18-05-2012

Dzięki temu, że się śmiejemy nasz mózg wydziela endorfiny, które m.in. zmniejszają ból, cierpienie psychiczne i zwiększają zadowolenie. To w dzisiejszych czasach wie chyba każdy. W związku z tym postanowiliśmy Was trochę podleczyć, stosując gelotologię, czyli po prostu terapie śmiechem.

W sieci krąży wiele filmików z Polakami za granicą w roli głównej. Chodzi głównie o ich „polski angielski” (swoją drogą, jak tak dalej pójdzie, może będzie kiedyś obowiązywał jako dialekt… Oby nie, bo wtedy wszystkie szkoły językowe upadną). Legendarne stały się filmiki takie jak Forfiter (również wersja przerobiona przez CeZika) czy Polak w Anglii. Oglądając je często umieramy ze śmiechu, albo… z żenady.

Oglądaliście film Job, ostatnia szara komórka? Na pewno nie jest to film wysokich lotów (u nas tylko Małysz latał wysoko, polska kinematografia na pewno nie), ale była tam jedna scena, która zasługuje na uwagę (prezentacja poniżej) i na pewno was rozśmieszy.

Job ostatnia szara komórka – Your address

 

Na koniec kilka cech, które mogą charakteryzować „polski angielski”:

1.      Użycie angielskich słów z polskimi końcówkami fleksyjnymi, np. Zaparkowałem cara na cornerze;

2.      Wtrącanie polskich przekleństw między angielskie słowa;

3.      Przeświadczenie, że gdy będziemy mówić wolno i wyraźnie to jakiś obcokrajowiec zrozumie, co usiłujemy mu powiedzieć po polsku.

 

Jeżeli przychodzi wam coś jeszcze do głowy lub znacie jakieś śmieszne filmiki na ten temat, to zapraszam do podzielenia się nimi w komentarzu. Może kiedyś posłużą one jako lekarstwo w gelotologii.

Tagi: polski angielski, polak w anglii, polish english, gelotologia | | Komentarze (0) Ostatnia aktualizacja: 18-05-2012



wysłany przez Administrator w dniu 14-05-2012

W poprzednim wpisie użyliśmy związku frazeologicznego Jaki pan taki kram. Zapewne część z was zastanawiała się jakby to przetłumaczyć na język angielski.

Dobre pytanie. Zwrot ten ciężko jest przełożyć zachowując jego znaczenie. Mamy idiomy takie, jak Like father like son czy Like master like dog lub The house shows the owner. Ale odnoszą się one raczej do konkretnych, dosłownie przetłumaczonych sytuacji.

W jednym ze słowników można znaleźć idiom: Like master like man. Wydaje się najbardziej odpowiedni, ponieważ jest to zwrot bardzo ogólny, który można zastosować w różnych sytuacjach.

Przykład: It was obvious that he would go there. Well, like master, like man. W ramach ćwiczenia tłumaczenia możecie spróbować sami. Oczywiście zachęcamy do podzielenia się nim w komentarzu.

Tagi: idiom angielski, idiomy angielskie, nauka angielskiego | | Komentarze (0) Ostatnia aktualizacja: 14-05-2012



wysłany przez Administrator w dniu 9-05-2012

Jarzębina – Koko koko Euro spoko

W ubiegłym tygodniu widzowie wybrali utwór zespołu Jarzębina Koko koko Euro spoko na piosenkę, która ma zagrzewać polskich piłkarzy do gry podczas Euro 2012. Od tamtej pory już chyba każdy ją słyszał. Komentarze są różne, chociaż przeważają, delikatnie mówiąc, te mniej pochlebne. Panie z zespołu, pochodzącego z miejscowości Kocudza (woj. Lubelskie) twierdzą, że stworzyły ten utwór „Dla jaj”. Cóż, jakoś trzeba wybrnąć, gdy większość osób się z nas naśmiewa.

Jednak zastanawiające jest, że piosenka została wybrana przez widzów w głosowaniu sms. Zatem komuś się jednak podobała. Inną kwestią jest to, że pozostałe utwory, biorące udział w konkursie nie były lepsze. Koko Koko… jest przynajmniej tak żenujące, że aż śmieszne.

Dla porównania poniżej prezentujemy to, co Irlandczycy potrafią zrobić ze swoimi tradycyjnymi folkowymi brzmieniami. Z tekstem też sobie lepiej radzą. You’ll never beat the Irish jest zdecydowanie bardziej „finezyjne” niż Koko koko Euro spoko, piłka leci hen wysoko… Ale cóż jaki pan, taki kram :-)

The Rocky Road to Poland – Official Republic Of Ireland Song for Euro

Tagi: Koko koko Euro spoko, zespół Jarzębina, polska Waka Waka | | Komentarze (1) Ostatnia aktualizacja: 9-05-2012



wysłany przez Administrator w dniu 12-04-2012

Idiom angielski - not for all the tea in China

 

Chociaż sezon herbaciany w Polsce dobiega końca, dzisiaj idiom związany właśnie z tym trunkiem.

Not for all the tea in China, znaczy po prostu „za nic na świecie”.

Jego pochodzenie datuje się na przełom XIX/XX wieku, kiedy Chiny były bardzo dobrze znane z produkcji ogromnej ilości herbaty, przeznaczonej głównie na eksport. Również w dzisiejszych czasach Chiny stanowią około ¼ światowej produkcji ulubionego napoju królowej.

Na koniec proponuję krótkie ćwiczenie. Zastanówcie się, czego nie zrobilibyście za nic na świecie i napiszcie to w komentarzu, oczywiście w języku angielskim. Ja na przykład nigdy nie skoczyłabym ze spadochronem.

So, I would never parachute, not for all the tea in China!

 

Tagi: idiom angielski not for all the tea in China | | Komentarze (0) Ostatnia aktualizacja: 12-04-2012



wysłany przez Administrator w dniu 5-04-2012

nauka angielskiego, tandem

 

Wiosna już w pełni zawitała do Polski, w związku z tym temat też mamy dla was wiosenny – rower. Mało kto nie umie na nim jeździć i większości osób sprawia to olbrzymią przyjemność. Roweru używamy nie tylko do uprawiania sportu czy rekreacji, ale zwiększa się jego popularność, jako środka transportu (zwłaszcza przy obecnych cenach benzyny). Trafnie podsumowuje to Lech Janerka w swojej piosence: „rower jest wielce OK, rower to jest świat”.

Prototyp roweru stworzył już w XV wieku Leonardo da Vinci, ale, jak wiele z jego pomysłów, nie doczekał się realizacji. Współczesny model roweru stworzył i wyprodukował John Kemp Starley pod koniec XIX wieku. Pojazd został nazwany Rover (pol. „wędrowiec”). Stąd właśnie wywodzi się polskie słowo „rower”. Jednak w większości języków nowożytnych została nazwa bicykl, używana przed jego produkcją.

Rodzajów roweru jest wiele: trekkingowe, górskie, wodne, miejskie itd. Ale mnie najbardziej urzekają tandemy… Nie sądzicie, że wspólne przejażdżki są dużo przyjemniejsze od samotnych podróży? Nauka języka angielskiego też jest łatwiejsza i przyjemniejsza w dwie osoby, ale na początku na pewno nie obędzie się bez małych potknięć.

Lektor i uczeń muszą stworzyć pewnego rodzaju tandem, aby nauka postępowała i miała sens. Lektor musi dopasowywać rytm do poziomu ucznia i w razie konieczności robić przystanki. Ale także mobilizować i motywować do dalszej jazdy. Z upływem czasu oboje się poznają, a jazda będzie bardziej płynna i szybciej osiągniemy zamierzony cel. Oboje wkładają wysiłek i pracę, ale także przyjemnie spędzają czas. To jest trochę tak jak na zajęciach ze spinningu w siłowni. Jest jeden mentor, nadający rytm i uczniowie traktowani przez niego bardzo indywidualnie.

Na podobnych zasadach opiera się indywidualna nauka języka angielskiego w szkole językowej eLingwista. Każdy uczeń ma swojego lektora-mentora i jest przez niego prowadzony w taki sposób, aby w czasie dopasowanym do możliwości ucznia oraz na pożądanym poziomie opanował język angielski.

Parafrazując słowa H. Jacksona Browna z książki P.S. Kocham Cię: Sukces w nauce języka angielskiego jest jak jazda na rowerze. Albo jedziesz naprzód, albo upadasz. Lektorzy z naszej szkoły językowej nigdy nie pozwolą Ci upaść! :) Także rozpocznij wiosenną jazdę w naszej szkole i skorzystaj z wiosennej promocji. Rabat 10% dla uczniów, którzy wybiorą naukę języka angielskiego między godziną 10 a 16. Zapraszamy!

 




wysłany przez Administrator w dniu 21-03-2012

a piece of cake

Tym popularnym idiomem, rozpoczynamy cykl, który będzie pojawiał się na naszym blogu, co jakiś czas.

Kiedy ktoś do nas powie „It’s a piece of cake”, a w pobliżu nie będzie żadnego kawałka ciasta, nie patrzmy na niego jak na szaleńca. To nic innego jak nasza „bułka z masłem”, czyli coś prostego, niesprawiającego trudności.

Zatem polecam rozpoczęcie nauki języka angielskiego w szkole eLingwista. Zobaczycie, że wtedy angielski będzie dla was like a piece of cake :)

 

Tagi: angielski idiom, idiomy angielskie | | Komentarze (0) Ostatnia aktualizacja: 21-03-2012



wysłany przez Administrator w dniu 16-03-2012

dzień św patryka

 

Trójlistna koniczyna, kolor zielony, whiskey, zielone piwo – to hasła, które każdemu z nas kojarzą się z Dniem Świętego Patryka. Z uwagi na to, że już jutro będziemy obchodzili to święto, krótka lekcja historii.

Święty Patryk, patron Irlandii, żył na przełomie IV/V w. Porwany przez korsarzy, przybył do Irlandii w dniu swoich 16 urodzin. Po kilku latach udało mu się uciec do Galii, gdzie wstąpił do seminarium i uzyskał święcenia kapłańskie. Do Irlandii powrócił ok. 432 r. już jako biskup, gdzie zajął się szerzeniem wiary chrześcijańskiej. Biskup zmarł właśnie 17 marca, dlatego obchodzimy to święto właśnie w tym dniu.

WHY SHAMROCK?

Według jednej z legend, to właśnie na podstawie trójlistnej koniczyny (ang. Shamrock), udało się św. Patrykowi wyjaśnić Irlandczykom dogmat o Św. Trójcy. Wybór tej akurat rośliny był o tyle znamienny, że w czasach pogaństwa była symbolem druidów (starożytnych kapłanów celtyckich). Tym samym połączył naukę chrześcijańską z wierzeniami celtyckimi.

DZBAN ŚW. PATRYKA…

Kolejna legenda mówi o nieuczciwej szynkarce (w dzisiejszych czasach powiedzieli byśmy barmance ;) ), która nie nalewała pełnej miary tego trunku. Gdy św. Patryk to spostrzegł, powiedział jej, że jeżeli dalej będzie to praktykować, to do jej gospody przyjdą potwory. Kobieta wzięła na poważnie słowa świętego i od tamtej pory nie żałowała whiskey nikomu. Z tej historii wzięła się tradycja picia w Dniu Św. Patryka szklanki whiskey wypełnionej po brzegi, zwanej „Dzbanem św. Patryka”.

ZIELONA WYSPA

W tym dniu jest jeszcze bardziej zielona. Wszyscy mieszkańcy wychodzą na ulice ubrani na zielono, żeby uczestniczyć w pochodach, paradach i festynach. 17 marca jest dniem wolnym od pracy (czynne są tylko puby i restauracje), tak aby wszyscy mogli uczestniczyć w tym święcie narodowym.

GREEN FEVER

Dzień Św. Patryka jest jedynym świętem narodowym obchodzonym poza państwem, którego dotyczy. Jednak niewiele ma wspólnego z tym, co dzieje się w tym dniu w Irlandii. W Stanach Zjednoczonych, czy chociażby w Polsce, polega on głównie na piciu zielonego piwa. Ewentualnie można obejrzeć pokazy irlandzkich tańców lub wziąć udział w koncertach muzyki irlandzkiej. Zwyczaj picia zielonego piwa wprowadzili dopiero potomkowie Irlandczyków, którzy na przełomie XIX/XX wieku wyemigrowali do USA, a nie ma nic wspólnego z tradycją. W tej chwili w Irlandii również serwują zielony napój, ale robią to tylko ze względu na turystów.

Zatem jutro obowiązkowo zielone ubranie, dobry nastrój oraz szklanka whiskey, przed wypiciem której Irlandczyk powie: „Drowning The Shamrock!” (W polskim odpowiedniku można użyć określenia „Zalejmy robaka”, ale wydaje mi się, że zwrot irlandzki jest dużo bardziej zabawny J)




wysłany przez Administrator w dniu 1-03-2012

nauka angielskiego bez wysiłku

 

„Amerykańscy naukowcy udowodnili, że…”, zawsze gdy słyszymy to hasło, podanych informacji nie bierzemy na poważnie. Pewnie słusznie, bo tylko oni prowadzą (lub nie) nikomu niepotrzebne badania w stylu: „Szybkie chodzenie – sposobem na długowieczność” lub „Najbardziej irytujący dźwięk na świecie”. Tym razem jednak zajęli się czymś poważniejszym. Mianowicie, jak donosi czasopismo „Cell Metabolism”, dowiedli, że istnieje gen, odpowiadający za metabolizm tłuszczów. Osoby posiadające ten gen mogą bez obaw jeść produkty wysokokaloryczne i nie uprawiać żadnych sportów, a i tak nie będą przybierać na wadze, a poziom dobrego cholesterolu w ich organizmie będzie wysoki. Każdy z nas chciałby bez odpowiedniej diety i stylu życia mieć takie wyniki. Niestety rzeczywistość jest brutalna, a natura nie daje wszystkim równych szans.

Wyrównać rachunki możemy na polu własnego doskonalenia, ucząc się i szlifując język angielski bez żadnego wysiłku, a nawet czerpiąc z tego przyjemność. Jak tego dokonać? Przepis jest prosty: korzystać z każdej możliwej okazji.

Jednym z takich punktów może być szeroko pojęta rozrywka. Możesz oglądać filmy bez napisów lub z napisami angielskimi zamiast polskich. Na początek dobre będą lekkie komedie, gdzie bez problemu złapiesz ogólny sens i osłuchasz się z językiem. Później można przejść do bardziej ambitnego kina, najlepiej angielskiego. Polecam filmy dotyczące historii Anglii, np. The Queen, The King’s Speech czy The Duchees. Dodatkowo można podszkolić angielski słuchając piosenek w tym języku. Najlepiej jest wyświetlić sobie piosenkę razem z napisami, wtedy zrozumiesz dużo więcej. A jeżeli jakiś wyraz nie jest Ci znany, możesz sprawdzić jego znaczenie w słowniku i w ten sposób poszerzyć zakres swojego słownictwa. Dobrym sposobem jest też czytanie artykułów lub krótkich newsów na angielskich/amerykańskich portalach internetowych. Można zacząć od ploteczek ze świata show businessu. Bo kto nie lubi śledzić życia gwiazd i gwiazdeczek…

Dodatkowym sposobem nauki angielskiego bez wysiłku są tzw. Flash Cards. Jeżeli nie masz czasu ich przygotować lub po prostu Ci się nie chce, dostępne są na rynku gotowe zestawy, odpowiadające Twojemu poziomowi. Można je zabierać ze sobą i przeglądać w drodze do szkoły/pracy lub poprzyklejać w różnych miejscach w domu. Jest to szczególnie dobra metoda dla „wzrokowców”. Patrząc na takie karteczki wiedza sama wchodzi nam do głowy.

W dzisiejszych czasach wielu z nas ma znajomych za granicą. Przestań w końcu bać się komunikować w języku angielskim, zobaczysz że to nic strasznego. Trzeba korzystać z każdej możliwości porozmawiania po angielsku, bo tylko w ten sposób nauczysz się go naprawdę.

Oprócz tradycyjnych lekcji w klasie lub z lektorem przez skypa, spróbuj kilku z wyżej wymienionych sposobów łatwej, lekkiej i przyjemnej nauki, a zobaczysz jak szybko zaczniesz się oswajać z językiem. To proste, pozwól sobie jedynie na odrobinę przyjemności. Enjoy!