wysłany przez Administrator w dniu 26-08-2016

time eaters

Czy zdarzyło wam się kiedyś powiedzieć: „No muszę w końcu zacząć ten angielski” albo „Najwyższy czas, żeby wrócić do niemieckiego”? Prawdopodobnie większość z nas doświadczyła tego. Problem najczęściej jest jeden, albo przynajmniej tak nam się wydaje – brak czasu. A może też brak właściwej motywacji? Nie wnikajmy w szczegóły. Ten post dotyczy pierwszego problemu, czyli co możemy zrobić, by wygospodarować czas odpowiedni na naukę języka i jak go efektywnie wykorzystać bez zaniedbywania innych ważnych obowiązków.

Time eaters, czyli popularnie zwane pożeracze czasu to czynności, które wykonujemy niemal codziennie bez większego namysłu, które pochłaniają nasz cenny czas. Próba wyzbycia się niektórych z nich albo zarządzanie nimi może bardzo ułatwić nam życie. Poniżej prezentujemy kilka przykładów pożeraczy czasu w pracy i życiu prywatnym.

1.       Życie w sieci czyli przeglądanie facebooka, twittera, nadużywanie różnych aplikacji mobilnych typu gry itp.

2.       Tracenie czasu na rowiązywanie problemów z komputerem w domu lub pracy – pewnie nie raz zauważyłeś komunikat “Do you want to send this error message?” “Sorry but Windows needs to shut down”. Oprócz irytujących wyskakujących okienek to często duża strata czasu kiedy czekamy, aż coś zacznie znowu funkcjonować.

3.       Spotkania bez jasno wytyczonego celu, planu czy harmonogramu.

4.       Rozmowy telefoniczne – długie i często małostkowe rozmowy zarówno z klientami jak i bliskimi czy sąsiadami potrafią bardzo ograniczyć nasz czas wolny. Zastanów się, czy dana sprawa wymaga rozmowy – być może wystarczy wiadomość sms z pytaniem lub potwierdzeniem ustaleń zamiast długich konwersacji.

5.       Przerywniki np. nieplanowani goście, telefony, wiadomości e-mail – warto zastanowić się nad wprowadzeniem tutaj odseparowania życia prywatnego od zawodowego. W pracy zaś możemy ustalić nasze wewnętrzne zasady, kiedy odpowiadamy na wiadomości, przyjmujemy gości etc aby w czasie intensywnej pracy koncentrować się na wykonaniu konkretnych działań. Pozwoli nam to na wykonanie naszego planu z terminie.

6.       Poszukiwanie i nawiązywanie kontaktów w mediach społecznościowych – nawiązywanie kontaktów w biznesie i życiu osobistym jest ważne, ale bez przesady. Pamiętajmy o pewnym umiarze i o żelaznej zasadzie, że tysiąc znajomych w sieci nie będzie miało nigdy takiej wartości jak jeden prawdziwy przyjaciel w „realu”.

7.       Brak planowania – nie posiadając określonego planu skupiamy się na rzeczach, które nie są dla nas ważne i nie prowadzą nas do celu jaki chcielibyśmy osiągnąć. Odpowiednie planowanie i ustalanie priorytetów to klucz do efektywnego wykorzystania czasu.  

Powyższe przykłady to tylko niektóre popularne pożeracze czasu obok innych jak na przykład wyczekiwanie w kolejkach po zakupy lub bilet czy choćby stanie w korkach. W kolejnych postach napiszemy w jaki sposób możemy powyżej opisane sytuacje wykorzystać do efektywnej nauki języków obcych. Vol.2 już wkrótce!

Tagi: pożeracze czasu, time eaters, tracenie czasu, nauka języka obcego | | Komentarze (0) Ostatnia aktualizacja: 26-08-2016



wysłany przez Administrator w dniu 23-05-2014

Zazwyczaj na naszym blogu poruszamy tematy związane z brytyjską wersją języka angielskiego. Dzisiaj natomiast zapraszamy Was za ocean na grillowanie w stylu amerykańskim. To właśnie w Stanach Zjednoczonych narodziła się moda na urządzanie przyjęć barbecue. Czym się więc różni grillowanie od barbecue? Czy jest w ogóle jakaś różnica?

Zwyczaj ten przywędrował do nas na początku lat 90-tych na fali przemian ustrojowych i otwarcia się naszych granic na Zachód. Od tego czasu grillowanie stało się niemalże naszym sportem narodowym i większość z nas, jeżeli tylko ma wolną chwilę i pogoda temu sprzyja, przenosi się ze stołem na świeże powietrze.

W USA tradycja grillowania ma swoich wiernych i oddanych fanów. Wołowina króluje w Teksasie i Kentucky, natomiast w stanach Luizjana, Missouri, czy Alabama za najlepsze do grillowania uważa się mięso wieprzowe. W Polsce z kolei na ruszt „wrzucamy” wszystko.

Jeżeli ktoś ma w planach wyjazd zagraniczny, warto wiedzieć, że grill i barbecue to nie jest jedno i to samo – tak przyjęło się mówić u nas. Pamiętajmy jednak, że na Zachodzie te dwa słówka oznaczają przede wszystkim sposoby przyrządzania mięsa, a różnica jest ogromna. Tkwi ona bowiem w temperaturze.

Barbecue oznacza pieczenie mięsa w dość niskiej temperaturze – od 100 st. C do maksymalnie 130 st. C. Przez co jest ono pieczone długo i wymaga od uczestników spotkania większej dozy cierpliwości. Samo słówko barbecue pochodzi od indiańskiego barbacoa, co oznacza powolne pieczenie mięsa nad rozżarzonymi węglami. I rzeczywiście taki sposób sprawdza się najlepiej przy przygotowywaniu dużych jego części.

Grillowanie z kolei polega na szybkim pieczeniu mięsa, które ułożone bezpośrednio nad węglem, jest gotowe w ciągu kilkunastu minut. Temperatura waha się tutaj od 200 st. C do 260 st. C. Dzięki temu mięso jest dobrze wypieczone na zewnątrz, a w środku znajdujemy je soczyste i miękkie.

Jako czasowniki oba te słowa (barbecue i grill) oznaczają opiekanie, przypiekanie i grillowanie, a ich użycie jest zależne od metody przyrządzania potraw, o których była mowa wcześniej.

Poza tym barbecue oznacza także przyjęcie z grillem na wolnym powietrzu. W amerykańskim angielskim możemy tak też nazwać danie z grilla.

Grill jest z kolei nazwą metalowej części, na której mięso opiekamy, czyli ruszt lub rożen (w amerykańskim angielskim możemy w tym znaczeniu użyć słowa broiler, w brytyjskim angielskim grill funkcjonuje jako nazwa potrawy).

Warto o tym pamiętać, by podczas wakacyjnych wojaży nie proponować cudzoziemcom wspólnego grilla, tylko właśnie barbecue. Grunt to być dobrze zrozumianym.




wysłany przez Administrator w dniu 9-05-2014

 

Donatan i Cleo tworząc piosenkę „My Słowianie”, od samego początku wzbudzali wiele emocji. Począwszy od śmiałego i dość kontrowersyjnego teledysku, poprzez wersję angielską utworu, kończąc na występie podczas konkursu Eurowizji (ang. Eurovision Song Contest).

Wszyscy malkontenci, którzy nie wierzyli w sukces tej piosenki i twierdzili, że występ polskiego duetu przyniesie nam tylko wstyd, mogą zacząć przepraszać :) Podczas wczorajszych półfinałów okazało się, że reprezentacja Polski po raz pierwszy od 2008 roku zakwalifikowała się do finału Eurowizji (Eurovision Song Contest)!

Donatan i Cleo nigdy nie ukrywali, że utwór „My Słowianie” miał być żartem i swego rodzaju prowokacją.  Sprawy jednak „wymknęły się” spod kontroli i piosenka stała się hitem również poza granicami naszego kraju – o reportaż pokusiło się nawet BBC :) Wtedy to Donatan i Cleo podjęli decyzję o przetłumaczeniu tekstu na język angielski i zaprezentowaniu go szerszej publiczności.  „Slavic girls”, bo tak została zatytułowana angielska wersja utworu, okazała się strzałem w dziesiątkę. W Internecie co prawda od razu pojawiło się wiele negatywnych głosów, mówiących o kiepskim przekładzie tekstu, czy też o próbie robienia kariery za granicą „na siłę”,  jednak statystyki odtworzeń utworu „Slavic girls” i entuzjastyczne komentarze obcokrajowców nie pozostawiają złudzeń – Donatan i Cleo są rozpoznawalni i co najważniejsze – lubiani nie tylko w Polsce.

Nie możemy się doczekać jutrzejszego finału konkursu Eurowizji. Trzymamy kciuki za Donatana i Cleo. Warto, żeby Polska znowu zaistniała w świadomości Europejczyków nie tylko za sprawą nieudolnych decyzji politycznych. Niech Europa wie, że Polska to nie tylko ziemniaki i kiepskie drogi, ale też kobiety i śpiew. Bo przecież „We Slavic girls, we know how to use body language. We know how to move what mom gave through genes”! :)

 

Link do oryginalnej wersji teledysku:

https://www.youtube.com/watch?v=rr1DSgjhRqE

Link do angielskiej wersji utworu:

https://www.youtube.com/watch?v=BQp7z8yYZUI

Link do wykonania na Eurowizji:

https://www.youtube.com/watch?v=miJr9Fj2zNQ




wysłany przez Administrator w dniu 19-04-2014

 

Przepis na Hot Cross Buns serwujemy w języku angielskim, żebyście mogli trenować słownictwo nie tylko podczas zajęć z naszymi Lektorami!

Mamy nadzieję, że będzie to dla wszystkich dobrym sprawdzianem przed świątecznymi zakupami, jak również inspiracją do stworzenia czegoś samemu oraz mobilizacją ... do nauki języka angielskiego :)

Przepis należy do królowej angielskiej kuchni, Nigelli Lawson.

Ekipa eLingwisty (jako znani smakosze i najwięksi fani wszelakich słodkości) poleca ten przepis z pełną odpowiedzialnością! ;)

Smacznego!

Ingredients for the dough

  • 150 ml milk
  • 50 grams butter
  • zest of 1 orange
  • 1 clove
  • 2 cardamom pods
  • 400 grams bread flour
  • 1 x 7 grams packet easy-blend yeast
  • 125 grams mixed dried fruit
  • 1 teaspoon ground cinnamon
  • ½ teaspoon ground nutmeg
  • ¼ teaspoon ground ginger
  • 1 large egg

for the egg wash

  • 1 large egg (beaten with a little milk)

for the cross on the buns

  • 3 tablespoons plain flour
  • ½ tablespoon caster sugar
  • 2 tablespoons water

for the sugar glaze

  • 1 tablespoon caster sugar
  • 1 tablespoon boiling water

Method

  1. Heat the milk, butter, orange zest, clove and cardamom pods in a saucepan until the butter melts, then leave to infuse. I have gone rather cardamom mad recently, but this short aromatic infusion gives a heavenly scent to the little fruited buns later.
  2. Measure the flour, yeast and dried fruit into a bowl and add the spices. When the infused milk has reached blood temperature take out the clove and cardamom pods, and beat in the egg. Pour this liquid into the bowl of dry ingredients.
  3. Knead the bowl either by hand or with a machine with a dough hook; if it is too dry add a little more warm milk or water. Keep kneading until you have silky, elastic dough, but bear in mind that the dried fruit will stop this from being exactly satin smooth.
  4. Form into a ball and place in a buttered bowl covered with clingfilm, and leave to prove overnight in the fridge.
  5. Preheat the oven to gas mark 7/220ºC/425ºF. Take the dough out of the fridge and let it come to room temperature.
  6. Punch the dough down, and knead it again until it is smooth and elastic. Divide into 16 balls and shape into smooth round buns. I wouldn't start worrying unduly about their size: just halve the dough, and keep halving it until it's in eight pieces, and use that piece to make two buns. Or just keep the dough as it is, and pinch off pieces slightly larger than a ping pong ball and hope you end up with 16 or thereabouts. Not that it matters.
  7. Sit the buns on a baking parchment or Bake-O-Glide-lined baking sheet. Make sure they are quite snug together but not touching. Using the back of an ordinary eating knife, score the tops of the buns with the imprint of a cross. Cover with a teatowel and leave to prove again for about 45 minutes - they should have risen and almost joined up.
  8. Brush the buns with an egg wash, and then mix the flour, sugar and water into a smooth, thick paste. Using a teaspoon, dribble two lines over the buns in the indent of the cross, and then bake in the oven for 15-20 minutes.
  9. When the hot cross buns come out of the oven, mix the sugar and boiling water together for the glaze, and brush each hot bun to make them sweet and shiny.
Słownictwo:
clove – goździk
yeast – drożdże
nutmeg – gałka muszkatołowa
caster sugar – cukier puder
orange zest – skórka pomarańczowa
infusion – napar
saucepan – rondel
knead – ugniatać
dough hook – końcówka do ugniatania ciasta
divide – podzielić
unduly – nadmiernie
pinch – szczypta
Tagi: hot cross buns, przepis, przepis w języku angielskim | | Komentarze (0) Ostatnia aktualizacja: 19-04-2014



wysłany przez Administrator w dniu 17-04-2014

 

Każda społeczność ma swoje Easter customs. Podczas, gdy my w Wielkanoc zdobimy słodkie mazurki, Anglicy patrzą, jak w piekarnikach wyrastają Hot Cross Buns, czyli Bułeczki z Krzyżem jedzone w Wielki Piątek (Good Friday).

Pierwotnie Hot Cross Buns były wypiekane na cześć bogini wiosny – Eastre. Stąd też ich wewnętrzne bogactwo suszonych owoców oraz korzennych przypraw. Historia znajdującego się na bułeczkach krzyża sięga natomiast czasów średniowiecznych, kiedy to oddawanie czci bogini Eastre zostało wyparte przez chrześcijaństwo. Wtedy to piekarze kreślili na pieczywie znak krzyża, aby ochronić swoje wypieki przed złymi duchami, które mogły mieć wpływ na ich pleśnienie, czy szybkie psucie się. Klienci na owe krzyże zwracali szczególną uwagę.

Wiele się zmieniło w XVII wieku, kiedy to członkowie kościoła anglikańskiego zezwalali na wypieki „sygnowane” symbolem męczeńskiej śmierci Chrystusa jedynie w określonych dniach w ciągu roku. Jednym z nich była właśnie Wielkanoc.

Wierzono również, że Hot Cross Buns wypiekane podczas Good Friday przynoszą domostwu szczęście. Hot Cross Buns zasuszone i pozostawione na cały rok w kuchni, miały bowiem chronić dom przed ogniem; żeglarze natomiast zabierali swoje Bułeczki z Krzyżem w morskie wyprawy, aby bezpiecznie z nich powrócić. Anglicy byli również przekonani, że wypieki te starte i połączone z wodą, miały moc uzdrawiającą.

W związku z tym chcemy zachęcić wszystkich do wypróbowania przepisu i stworzenia w domu własnych Hot Cross Buns, które ciepłe i posmarowane konfiturami smakują najlepiej! Może i u nas angielskie Easter customs znajdą swoich fanów, a wypieki okażą się strzałem w dziesiątkę!

W następnej odsłonie zaprezentujemy Wam przepis na Hot Cross Buns. Mamy nadzieję, że skusicie się, aby zaprezentować nam swoje wypieki! Więcej szczegółów znajdziecie na naszym profilu na Facebooku (https://pl-pl.facebook.com/eLingwista) .

Zapraszamy do wspólnej zabawy!




wysłany przez Administrator w dniu 4-04-2014

Nauka języka angielskiego, to nie tylko gramatyka i słownictwo, ale także zgłębianie kultury i tradycji danego kraju. Każdy język ma swoje idiomy, czyli wyrażenia językowe, których nie można dosłownie przetłumaczyć na inny język. Zazwyczaj są to związki frazeologiczne, których translacja jest niezrozumiała lub też ich tłumaczenie jest pozbawione sensu. Dyskusja wśród badaczy, gdzie przebiega granica pomiędzy związkiem frazeologicznym a idiomem nadal się toczy, więc nie będziemy wkraczali na teren tej językoznawczej wojny. Chcielibyśmy za to zabrać Was w świat angielskich idiomów, związków frazeologicznych oraz powiedzeń, które dla nas, użytkowników języka polskiego, są pewną nowością. Będziemy starali się szukać polskich odniesień, będziemy porównywali tłumaczenia danych wyrażeń z ich oryginalnym znaczeniem oraz spróbujemy przybliżyć ich pochodzenie.

Na początek zajmiemy się zwrotem „in a nutshell”. Jest to bardzo łatwe do wytłumaczenia wyrażenie. Dosłownie można to przetłumaczyć, jako coś mieszczącego się „w łupinie orzecha”. W języku polskim funkcjonują jego odpowiedniki, takie jak: krótko mówiąc, czy też w kilku słowach. I takie też jest znaczenie tego zwrotu.

Jednak jego pochodzenie jest zgoła inne. Już Cyceron wspominał o tym, że „Iliada” Homera została zapisana na pergaminie, który zmieścił się w łupinie orzecha. Zapewne całkowicie różniło się to od współczesnych cudów introligatorskiej techniki, jednak warto pamiętać, że pierwsze książki-miniatury powstawały w Mezopotamii już w 2000 roku przed naszą erą!

Jak idiom „in a nutshell” jest wykorzystywany w codziennym języku? Oto kilka przykładów:

      So, in a nutshell, what we had in traditional Africa was a free-market system.

(W skrócie, w tradycyjnej Afryce mieliśmy wolnorynkowy system.)

      Ina nutshell that's what happened?

(Krótko mówiąc, tak było?)

      So that's the breathing loop in a nutshell.

(Tak wygląda w pigułce układ oddechowy.)

Znacie inne przykłady zastosowania zwrotu „in a nutshell”? A może nurtują Was pytania o całkowicie inne idiomy, których znaczenie chcielibyście rozszyfrować? Nauka języka angielskiego obfituje w wiele zagadek :) Zapraszamy do zgłaszania własnych propozycji!




wysłany przez Administrator w dniu 14-02-2014

 

14 lutego wszyscy zakochani zaczynają sobie szeptać do uszek czułe słówka. Walentynki mają równie wielu zwolenników, co przeciwników. Ci pierwsi mówią o konieczności celebrowania miłości choćby raz do roku; ci drudzy twierdzą, że ludzie, którzy się kochają, nie muszą nikomu tego udowadniać w Walentynki, bo całe ich życie jest wypełnione uczuciem.

Jakby nie było, nie sposób się nie zgodzić z twierdzeniem, że pielęgnowanie miłości w dużej mierze polega na rozmawianiu o niej.

Część z nas nie radzi sobie z tak trudnym tematem w naszym ojczystym języku, co dopiero, kiedy mamy coś do przekazania naszej drugiej połówce, która jest...anglojęzyczna?

Dlatego też postanowiliśmy przyjść Wam z pomocą! Dla tych wszystkich, którzy o miłości jedynie myślą, przygotowaliśmy angielskie idiomy i wyrażenia, które pomogą Wam przekuć myśli w słowa!

 

to have a crush on someone – zadurzyć się w kimś
to have a soft spot for someone – mieć do kogoś słabość
to go out with someone – umawiać się z kimś na randki, chodzić ze sobą
to fall head over heels for someone – zakochać się w kimś po uszy
to be lovey-dovey – być ckliwym i czułym
to be smitten by someone – być w kimś zakochanym
puppy love – szczenięca miłość
cupboard love – miłość interesowna, z wyrachowania
to get hitched – pobrać się
to have a stormy relationship – mieć burzliwy związek

love rat – ktoś, kto ma romans, bedąc w związku
to have the hots – być w kimś bardzo zakochanym

double date – podwójna randka
match made in heaven – idealne dopasowanie

on the rocks – związek, w którym są problemy

I kilka zwrotów:

Marry in haste, repent at leisure – (o małżeństwie) co nagle, to po diable
Love is blind – miłość jest ślepa

Beauty is in the eye of the beholder – nie to ładne, co ładne, ale co się komu podoba
Wear your heart on your sleeve – nie kryć się ze swoimi uczuciami

Tagi: Walentynki, idiomy, head over heels, miłość, love, randka, date | | Komentarze (0) Ostatnia aktualizacja: 14-02-2014



wysłany przez Administrator w dniu 13-12-2013

Jest to obecnie jedna z najpopularniejszych form nauczania, która pozwala uczniom na dość szybkie opanowanie nowego słownictwa, jednocześnie doskonaląc umiejętność poprawnego budowania zdań. Należy jednak pamiętać, że taka metoda nauki sprawdza się najlepiej wśród uczniów, którzy znają obcy język na tyle, by móc się w nim w miarę dobrze porozumiewać.

Konwersacje, w które podczas takich zajęć są zaangażowani uczniowie, wymuszają na nich konieczność posługiwania się jedynie językiem obcym. Bardzo rzadko się zdarza, że native speaker zna język ucznia, z którym rozmawia. Przez to osoba ucząca się ma świadomość, że na nic się zda wtrącanie polskich słówek, bo nauczyciel ich po prostu nie zrozumie.

Dzięki temu, że dla native speakerów język, którego uczą, jest językiem ojczystym, uczeń rozwija umiejętności słuchania i rozumienia oraz łatwiej przyswaja poprawny akcent, jak również wymowę. Taka nauka stwarza też możliwość kontaktu z językiem, jakim on jest w życiu codziennym, więc jest to idealne rozwiązanie dla osób, które planują podróż do innego kraju.

Nieopisaną zaletą takich lekcji jest również fakt, że native speaker jest zaznajomiony z kulturą i zwyczajami swojego ojczystego kraju tak, jak żaden inny nauczyciel. Uczeń dzięki temu wszystkie informacje i ciekawostki ma przekazywane z pierwszej ręki i nigdy nie są to suche fakty, wyjęte dzień wcześniej z podręcznika.

Kurs językowy z native speakerem mają jeszcze jedną zaletę – tempo i płynność mówienia nauczyciela. Nie ma on bowiem problemów ze znalezieniem odpowiednich słów; mówi i myśli w języku, który uczeń chce opanować.

W naszej szkole uczniowie mogą wybrać, czy interesują ich kursy językowe online prowadzone w całości przez native speakerów, czy też chcieliby, aby lekcje z native speakerem były dopełnieniem klasycznych zajęć, prowadzonych przez naszych lektorów.

Zapraszamy do zapoznania się z naszą ofertą i zadecydowania, która forma nauki bardziej Państwu odpowiada!

Jest to obecnie jedna z najpopularniejszych form nauczania, która pozwala uczniom na dość szybkie opanowanie nowego słownictwa, jednocześnie doskonaląc umiejętność poprawnego budowania zdań. Należy jednak pamiętać, że taka metoda nauki sprawdza się najlepiej wśród uczniów, którzy znają obcy język na tyle, by móc się w nim w miarę dobrze porozumiewać.

Konwersacje, w które podczas takich zajęć są zaangażowani uczniowie, wymuszają na nich konieczność posługiwania się jedynie językiem obcym. Bardzo rzadko się zdarza, że native speaker zna język ucznia, z którym rozmawia. Przez to osoba ucząca się ma świadomość, że na nic się zda wtrącanie polskich słówek, bo nauczyciel ich po prostu nie zrozumie.

Dzięki temu, że dla native speakerów język, którego uczą, jest językiem ojczystym, uczeń rozwija umiejętności słuchania i rozumienia oraz łatwiej przyswaja poprawny akcent, jak również wymowę. Taka nauka stwarza też możliwość kontaktu z językiem, jakim on jest w życiu codziennym, więc jest to idealne rozwiązanie dla osób, które planują podróż do innego kraju.

Nieopisaną zaletą takich lekcji jest również fakt, że native speaker jest zaznajomiony z kulturą i zwyczajami swojego ojczystego kraju tak, jak żaden inny nauczyciel. Uczeń dzięki temu wszystkie informacje i ciekawostki ma przekazywane z pierwszej ręki i nigdy nie są to suche fakty, wyjęte dzień wcześniej z podręcznika.

Kurs językowy z native speakerem mają jeszcze jedną zaletę – tempo i płynność mówienia nauczyciela. Nie ma on bowiem problemów ze znalezieniem odpowiednich słów; mówi i myśli w języku, który uczeń chce opanować.

W naszej szkole uczniowie mogą wybrać, czy interesują ich kursy językowe online prowadzone w całości przez native speakerów, czy też chcieliby, aby lekcje z native speakerem były dopełnieniem klasycznych zajęć, prowadzonych przez naszych lektorów.

Zapraszamy do zapoznania się z naszą ofertą i zadecydowania, która forma nauki bardziej Państwu odpowiada!




wysłany przez Administrator w dniu 6-12-2013

prezenty mikołajkowe

6 grudnia w Polsce są obchodzone imieniny Świętego Mikołaja. Z tej okazji w nocy z 5-ego na 6-ego grudnia, dzieci mogą znaleźć pod poduszką drobne upominki. Skąd wzięła się postać dobrodusznego staruszka, wiemy wszyscy. Ale jak wyglądają mikołajki w innych zakątkach Europy i czy w ogóle są obchodzone?

Włosi słyną ze swojej gościnności i rozrzutności. Nie inaczej mogłoby być w dniu, w którym wręczane są prezenty mikołajkowe - u naszych południowych sąsiadów jest to noc z 5-ego na 6-ego stycznia, czyli moment bezpośrednio poprzedzający święto Trzech Króli. O ile w Wigilię przychodzi do dzieci Babbo Natale, czyli Święty Mikołaj, o tyle w styczniu dzieci czekają na Befanę – wróżkę, wyglądającą jak wiedźma, która grzecznym dzieciom przynosi prezenty świąteczne, a niegrzecznym węgielek, cebulę, czosnek lub popiół – są to odpowiedniki naszej polskiej rózgi. Legenda o Trzech Królach głosi, iż powiedzieli oni Befanie o narodzinach Chrystusa, ta jednak nie zdążyła na czas i od tamtej pory, co roku 6. grudnia zostawia prezenty mikołajkowe we wszystkich domach, w których są dzieci, na wypadek, gdyby był w nim również Jezus.

Święty Mikołaj w Hiszpanii pojawił się dopiero pod koniec ubiegłego wieku i raczej jako symbol marketingowy, niż jako osoba kojarzona z prezentami. Podarki hiszpańskim dzieciom przynoszą Trzej Królowie, więc podobnie jak we Włoszech, dzieci czekają na prezenty świąteczne tuż po Nowym Roku. Data 6. grudnia nie przyjęła się też pewnie dlatego, że tego dnia w Hiszpanii jest obchodzone święto narodowe. W okolicach tej daty, tj. 5-ego oraz 7-ego grudnia, w niektórych szkołach dzieci wręczają sobie prezenty mikołajkowe, najczęściej własnoręcznie robione.

Na Słowacji oraz w Czechach Święty Mikołaj zawsze pojawiał się 6. grudnia w towarzystwie anioła i czarta. Do niedawna miał on postać upiora z kosą w ręku. Dzisiaj jest już inaczej i złowroga postać przybrała kształt poczciwego, znanego z reklam Coca-Coli dziadka, który prezenty mikołajkowe wkłada dzieciom do specjalnie na tę okazję przygotowanych skarpet i butów, poustawianych na parapecie.

Nasi uczniowie mieszkają w różnych zakątkach świata. Jesteśmy ciekawi, jak u Was obchodzone są mikołajki? Czy jest to jakiś specjalny dzień, czy też prezenty znajdujecie dopiero podczas świąt Bożego Narodzenia?

Spóźnialskim, którzy nie myśleli jeszcze o prezentach dla najbliższych podpowiadamy, że w swojej ofercie posiadamy bony podarunkowe na kursy językowe organizowane przez szkołę eLingwista. Kupony uprawniają do zrealizowania dowolnych zajęć z naszej oferty i są skierowane do osób, które jeszcze nie rozpoczęły u nas nauki. Jeżeli więc nie macie pomysłu na prezent, to zachęcamy, aby zainwestować w naukę i podarować bliskim wiedzę :) Bony podarunkowe zawierają aż 15-procentową zniżkę na dowolnie wybrane kursy językowe, więc są dobrą okazją do rozpoczęcia lingwistycznej przygody!

Czekamy nas was z niecierpliwością i życzymy wiele uśmiechu podczas rozpakowywania mikołajkowych prezentów!




wysłany przez Administrator w dniu 15-11-2013

Od lutego do czerwca ubiegłego roku szkoła językowa eLingwista przeprowadziła na facebooku ankietę, która pozwoliła zbadać zainteresowanie i trendy w zakresie nauczania języków online. Spośród kilkuset zebranych opinii udało się wyciągnąć interesujące wnioski, które mogą mieć wpływ na kierunek rozwoju branży edukacji językowej. Jeśli chodzi o popularność języków to niekwestionowanym zwycięzcą okazał się język angielski (69% ankietowanych zadeklarowało chęć nauki tego języka), zaś co do formy 22% respondentów przyznało, że najczęściej wybiera kursy online. Ten znaczny odsetek jest potwierdzeniem stale rosnącej popularności tego rodzaju edukacji. Co ciekawe, ponad 80% respondentów wykazuje zainteresowanie kursami specjalistycznymi, które przygotowują do posługiwania się językiem obcym w obrębie określonej specjalizacji. Można zatem założyć, że w najbliższych latach to właśnie kursy specjalistyczne będą wiodły prym w branży edukacji językowej. Analizując agendy konferencji metodycznych czy choćby oferty najpopularniejszych wydawnictw językowych takich, jak Oxford University Press czy Cambridge można dostrzec, że podręczniki specjalistyczne stają się nieodłącznym elementem standardowej oferty. Wprowadzenie jej do szkół językowych to tylko kwestia czasu. Rynek szkoleń językowych jest bardzo elastyczny i w miarę zmieniających się potrzeb potrafi dostosować się do oczekiwań klienta. Specyfika e-learningu również bazuje na elastyczności, stąd doskonale wpisuje się w nauczanie języków obcych.

ankieta